wiedzaokulturze.jogger.pl

 

06

sierpnia

2012

filmy z tłem

„Osiem i pół” Felliniego. Czekał na mnie wyjątkowo długo. Przy pierwszym podejściu zasnęłam, chyba bardziej ze zmęczenia niż z nudów. Teraz sprytnie obejrzałam go za dnia ;) Aż się boję przyznać, że kompletnie nic mi nie powiedział. Zmęczyłam go. O ile ciekawił mnie surrealizm pierwszych scen, z czasem brak spójności w przedstawionym tam problemie twórczej stagnacji zaczął mnie martwić. Rozpoznaję bohatera (reżysera – to ponoć najbardziej autobiograficzny z filmów Felliniego) i sporo kobiet, z grona których najwięcej uwagi poświęca się żonie (okłamywanej, chyba tylko ona wzbudziła moją sympatię; wygląd feministki) i kochance (Guido najzupełniej ją olewa; paniusia do kwadratu). Facet – znowu ponoć (doczytałam) – przechodzi kryzys twórczy, planuje zrobić wizjonerski film, ale z jakiś powodów go nie robi. W jego umyśle, najprawdopodobniej w „Osiem i pół” (pół to właśnie połowa filmu) zobrazowanym, pojawiają się postaci z wcześniej opowiadanych historii (z których nie widziałam ani jednej). I dziwne motywy, takie jak procesja i cyrkowcy. Rozumiem, że to była rzecz o sztuce. Dla mnie jednak zupełnie nieczytelna. Ja zwróciłam uwagę na wielojęzyczność i włoski temperament – głośno, szybko, energicznie i jakoś tak nachalnie. Ci to potrafią hałasować ;) Może M. wytłumaczy :P

„Krótki film o zabijaniu” Kieślowskiego. Zakładam, że zamiarem reżysera było pokazanie zabójstwa w czystej postaci i zmuszenie widza do zajęcia stanowiska wobec kary śmierci. Lata 80., Mirosław Baka gra Jacka, który przez pół filmu chodzi po Warszawie, po czym wsiada do taksówki i na peryferiach miasta dusi kierowcę. Nieskutecznie, jak się okazuje, więc dobija go wielkim kamieniem w głowę. Kilka razy. Paskudna scena. Mimo obrony świeżo upieczonego adwokata (młody Krzysztof Globisz!), któremu los klienta bardzo leży na sercu, dwudziestolatek zostaje skazany na śmierć. I coś tam pod koniec marudzi, że miał nieszczęśliwe dzieciństwo i że mu smutno. Nie przeprasza. Boi się. Panikuje. Adwokat go pożałował, ja w sumie nie, ale za karą śmierci nie jestem. Prawdę mówiąc, nie byłam przykładem widza, którego ten film zmusił do czegokolwiek. Za mało tu było komentarza (brak motywów na przykład), choć może właśnie za tym kryje się rzekomy sukces tego filmu. Od porównania go z „Tańcząc w ciemnościach” Larsa von Triera nie sposób uciec – przeciętność kontra doskonałość. A co do tła, to niesamowicie dużo chamstwa i zawiści w Polakach w latach osiemdziesiątych. Kieślowski mnożył zatrważające (i dzisiaj już chyba rzadko spotykane?) przykłady. Aż zapamiętałam dwie sytuacje, w których można mówić o życzliwości – kawa na szybie w kawiarni i przepuszczenie pieszych. Na tyle. A to Polska właśnie.

 
 

Komentarze

 
 
 

№ 1

01 kwietnia 2013, 17:30:53

opowiadania erotyczne mama

Naprawdę luzacka stronka, aż przyjemnie się czytało to co tu znalazłem

 
 
 

Dodaj komentarz

 

Podpis

 

URL

 

Treść

 
 
 
 

Archiwum

Kanały

Miniblog